W tropikach włączanie piekarnika mogłoby uchodzić za przestępstwo. Kiedy temperatura przekracza 30 stopni, człowiek powinien żywic się wyłącznie chłodnikami i sorbetami. I nie myśleć o zbliżaniu się do kuchni za bardzo.

Jest jedno ale.
Uwielbiam piec. Chleby. Bułeczki. Ciasta. Nawet kiedy powoduje to maksymalne dogrzanie mieszkania.
Nie jestem specjalistą od wypieków na zakwasie. Ale drożdżowe też są wspaniałe. Te buteleczki popełniłam raz [na razie tylko], ale na pewno czeka je powtórka. Chrupiące, ziołowe, jeszcze ciepłe. Komu by przeszkadzał upał.
Zaczyn:
drożdże rozpuścić w 4 łyżkach letniej wody, wymieszać z mąką, odstawić na noc w cieple miejsce, pod przykryciem.
Ciasto właściwe: 
drożdże mieszamy dokładnie z mlekiem, odrobiną oliwy [2-3 łyżki] i szklanka letniej wody. Wsypujemy mąkę i sól, a kiedy składniki się połącza wyrabiamy rekami około 5 minut.
Przykrywamy i odstawiamy na 2-3 godziny – ciasto powinno potroić swoją objętość.
dodać do niego zioła, drobno pokrojone oliwki i szybko zagnieść – tak, żeby rozniosły się w miarę równo w cieście.
Dzielimy na około 10 porcji, z każdej formujemy okrągły placek o grubości 2 cm.
Układamy na blasze, zostawiamy na około 20 min.
W międzyczasie kroimy pomidora na plastry, osuszamy dokładnie papierowym ręcznikiem i układamy na każdej bułeczce. Posypujemy sola, tymiankiem/ rozmarynem/ bazylią.
Wstawiamy do piekarnika rozgrzanego do 220 stopni na około 20 minut