Dyniowy festiwal smaku u mnie trwa w najlepsze. Po cieście, przyszedł czas na dalsze eksperymenty. Były już gnocci dyniowe, zupa [ o której niebawem na blogu], były lody, desery. Pojawił się też pomysł zamknięcia dyni w słoiku – w końcu co będzie fajniejszego w grudniu czy w styczniu, jeśli nie piękna słoneczka zupa lub ekspresowe muffiny ?
Pomysł na zrobienie dżemu pojawił mi się w głowie, kiedy z sukcesem wyprodukowałam dżem z cukinii. W końcu skoro z niej można zrobić coś słodkiego, dlaczego nie spróbować z dyni, która jest tak niesamowicie zastosowywalna?
Przekopawszy amerykańskie przepisy, w końcu tam dynia jest powszechna jak nasz ziemniak, w końcu wyklarowało mi się jak zrobić miksturę o słonecznym kolorze. Bazą był przepis Nigelii [tutaj], który zmodyfikowałam, dodałam przypraw – które idealnie mi do dyni pasują.
Do naleśników, do tostów, do świeżego chleba – będzie pyszne

  • 1 kg dyni
  • 2 pomarańcze 
  • półtorej szklanki cukru
  • łyżeczka imbiru
  • pół łyżeczki goździków [świetnie, jeśli są mielone, ale całe też się nadadzą – wtedy około 5 sztuk]
  • łyżeczka cynamonu
  • szczypta mielonego ziela angielskiego [można pominąć]
Dynię obieramy ze skórki [choć ja często tę skórkę zostawiam, bo i tak mięknie w czasie gotowania], pozbywamy się pestek. Kroimy na małe kawałki, wrzucamy do dużego garnka i gotujemy do miękkości w niewielkiej ilości wody [5-6 łyżek, żeby nie przywierała do dna].
Z pomarańczy wyciskamy sok.
Kiedy dynia się ugotuje, blendujemy [ w zależności od tego, czy lubimy kawałki owoców w dżemie – na całkiem gładko albo tylko trochę], dodajemy cukrem, przyprawy, sok z pomarańczy i gotujemy na małym ogniu kilka minut, żeby lekko zgęstniało. Moza wspomóc się saszetka żelfixu lub łyżeczką czy dwoma żelatyny rozpuszczonej w soku pomarańczowym, choć to niekonieczne. 
Gorący dżem przekładamy do wyparzonych słoików, szczelnie zakręcamy o odwracamy do góry dnem. Pasteryzujemy w piekarniku około 10-15 minut. 
uwagi:
* niektórzy dodają do takiego dżemu skórki z pomarańczy gotowane w wodzie z cukrem, coś w stylu kandyzowanych. Taki zabieg napotkałam w przepisie Nigelli. 
Smacznego!