Uwielbiam kawę.
Rano, kiedy jestem jeszcze jak chodzące zombie i niemal po omacku docieram do ekspresu, żeby go uaktywnić.
Przed południem, kiedy wypijam tę drugą, której smak już czuję, która nie działa jak zastrzyk adrenaliny w serce Umy Thurman z „Pulp Fiction”.
Po południu, kiedy mam nadzieję, że odgonię senność i chęć na sjestę.
Wieczorem, kiedy piję ją ot tak, bo mi smakuje. Straszliwie.
Kawę najbardziej lubię mocną i czarną, damn fine cup of coffee, tak, jak ją zamawiał Dale Cooper w Lynchowskim „Miasteczku Twin Peaks”.
Czarną i niesłodką. I przenigdy z mlekiem.
Ale jest wyjątek.
Wyjątkiem jest kawa z syropem, najlepiej korzennym. Na taką mam ochotę tylko wtedy, kiedy jest zimno, wieje, pada deszcz i żadna siła we wszechświecie nie wyciągnęłaby mnie z domu. Taka kawa, słodka, mleczna, z korzennymi przyprawami, jest moim idealnym deserem, małą przyjemnością i kaprysem, którego nie popełniam zbyt często.
Bo jednak prawdziwa kawa, ma być mocna jak cholera i czarna.
Jako, że festiwal dyniowy trwa w najlepsze, i wcale nie będzie się kończył, przynajmniej nie u mnie [ na balkonie stoi przepiękna, 9-kilogramowa, pomarańczowa dynia, która wkrótce zostanie rozporcjowana i odpowiednio obrobiona] – czemu by nie zrobić syropu dyniowego ? Hit Sturbucksa. Świetnie prezentował się na zdjęciach przy przepisie którego korzystałam [tutaj] A i w naszej części internetu, tej polskiej, przewinął mi się kilka razy.

 

Składniki:

  • szklanka wody
  • 2/3 szklanki cukru [najlepiej brązowego, ale biały też się nada]
  • 1/3 szklanki dyniowego puree
  • łyżeczka przyprawy dyniowej [czyli miks cynamon, imbir, goździki, gałka muszkatołowa, ziele angielskie]
  • opcjonalnie odrobina esencji waniliowej, niekoniecznie
Z wody i cukru gotujemy syrop – trwa to około 10 minut, żeby lekko odparował, dodajemy puree i przyprawy i gotujemy kolejne 3-5 minut, aż zgęstnieje. Można zblendować jeszcze dla pewności. Można przetrzeć przez sitko, jeśli ktoś bardzo nie lubi farfocli w syropach. Mnie nie przeszkadzają.

 

 

 

Zrobienie syropu trwa kwadrans. Lepiej zrobić sobie trochę więcej, i w butelce przechowywać w lodówce, bo z kofeiną komponuje się idealnie. Choć sama dynia jest w nim bardzo mało wyczuwalna (a może ja po prostu sypnęłam za dużo cynamonu ) ? ;)Z powodzeniem można go używać jako polewy do naleśników czy muffinów.

I tym radosnym akcentem, z kotem, który ogrzewa mi kolana, z Rebekką Karijord, która ma idealnie jesienny głos i kubkiem gorącej [czarnej] kawy, żegnam się na dziś