Jestem kombinatorem. I w życiu i w kuchni. Lubię eksperymentować, próbować nowych rzeczy. Wszelkie dziwnie brzmiące przepisy w stylu dżem z cukinii czy opisany w poprzednim poście słodki dyniowy syrop z dyni powodują, ze od razu mam ochotę je wypróbować. Mając przeczucie, ze na pewno wyjdzie z nich coś fajnego.
Czasami jednak nie mam totalnie natchnienia na wymyślanie. Czasami po bożemu robię na obiad stertę naleśników, placki ziemniaczane albo zupę pomidorową. I o niej dzisiaj.
Z okazji jesieni, postanowiłam takową popełnić. W tym sezonie jeszcze jej nie było. Przegrała z kremem z batatów, wszelkimi wersjami zup dyniowych i innych wynalazków, które mnożyły się w mojej kuchni. A przecież pomidory to ja uwielbiam.
Tak więc, z okazji jesieni, tego, że za oknem jest już dość zimno i że mam ochotę ogrzać się przy parującym garnku czy włączonym piekarniku, dzisiaj w obrazkowym menu  – krem z pieczonych pomidorów. 

Niby zwykły, a jednak trochę inny. Gęsty, z dodatkiem słodkiego pieczonego czosnku i jednocześnie ostry – bo mam jeszcze maleńkie papryczki habanero, ostre jak cholera, i nie waham się ich użyć I z pieczoną papryką, bo miałam akurat w lodówce, więc czemu nie.

Składniki

  • 3 czerwone papryki
  • 5-6 pomidorów
  • cebula
  • czosnek [u mnie 5 ząbków, upieczony jest słodki, więc nie zabija smaku całej potrawy]
  • około 2 szklanki buliony warzywnego
  • sól, pieprz, papryka
  • cukier
  • oliwa z oliwek
Papryki kroimy na pół, pozbawiamy pestek. Pomidory również kroimy na pół. Cebulę obieramy, jeśli jest duża kroimy na ćwiartki, jeśli mniejsza – połówki wystarczą.
Naczynie – szklaną formę, ceramiczną czy jaką tam posiadamy – smarujemy na spodzie oliwą, wkładamy warzywa, dorzucamy czosnek w łupinkach. Polewamy wszystko oliwa, posypujemy odrobiną soli i cukrem – zwłaszcza pomidory. Pieczemy przez 25-30 min w piekarniku, w temperaturze 180 stopni.
Po upieczeniu papryki wrzucamy do foliowego worka, zakręcamy i zostawiamy na jakieś 15 min – ułatwi to zdjęcie skórki. Pomidory pozbawiamy skórek, cebule kroimy [ nie trzeba się przykładać, bo i tak użyjemy ostatecznie blendera], czosnek wyciskamy z łupinek.
Obraną paprykę, pomidory, cebule, czosnek – blendujemy na gładko w garnku. Całość zalewamy bulionem warzywnym, zagotowujemy na niewielkim ogniu. doprawiamy solą, pieprzem i ostrą papryką. 
Można jeść samo, można dorobić sobie grzanki. Ja lubię posypać podprażonym na suchej patelni siemieniem lnianym.
Zupa praktycznie robiąca się sama.

Z aktualności – założyłam blogowi fan page’a na facebooku, na którego serdecznie zapraszam – klik. Mam nadzieję, że zainteresowanym ułatwi to śledzenie nowości rysunkowo przepisowych
Z pytań natomiast – czy ktoś jest zainteresowany czytaniem i oglądaniem tak zwanych kulis powstawania bloga? Dlaczego powstał, jak i gdzie powstają ilustracje i tym podobne ? 
Zastanawiam się, czy jest sens wplatać w niego treści niekoniecznie spożywczy-kuchenne [bo pierwotne założenie było, że blog będzie jednorodny]. Nie chciałabym zrobić tutaj bałaganu, więc  będę bardzo wdzięczna za pomoc w rozwiązaniu dylematu.