Nastąpiła w moim blogowaniu dość długa przerwa spowodowana i początkiem szkoły, i moim zasmarkaniem, i strajkiem komputera, i weekendem spędzonym w pracy i kilkoma innymi czynnikami, przez które wyciągnięcie farbek na kilka godzin stało się prawie niemożliwe. 
Teraz, już co prawda zasmarkanie powoli przemija z wiatrem, choć nos mam dalej obolały, a komputer działa elegancko, ale wciąż zmagam się z czasem i jego niedostatkiem. Za oknem śnieg  – nie wiem jak u Was, ale u mnie jest naprawdę zimno. A jeszcze miesiąc temu narzekaliśmy na tropiki ((:
Ogrzewam więc ręce kawą, kolana kotem i zapraszam na przepis

Zapisałam się na warzywno-owocowa zabawę organizowaną przez Magdalenę z bloga Owsianka i kawa
Od razu mi się spodobała, w końcu jak wegetarianka mogłaby przegapić taką okazję (: 

Z całej plejady wymienionych warzyw wybrałam dwa – pory – o których będzie dzisiaj, oraz śliwki.
 Dlaczego ? Pory dlatego, że wydają mi się trochę niedoceniane, choć może tylko mi. Są bardzo ładne i chciałam je narysować. A śliwki kojarzą mi się z powidłami i wakacjami na wsi. Ale z nich jeszcze nie wiem co przygotuję na czwartek.
Zatem, z racji pogody i tego, że trzeba się dzisiaj rozgrzać – gęsta, pikantna zupa krem i pięknym pomarańczowym kolorze [niestety, zabrakło mi czasu na jej narysowanie, postaram się post edytować w tym tygodniu].
Składniki:
  • kalafior, niebyt okazały, podzielony na różyczki
  • 3-4 ząbki czosnku
  • 3 marchewki
  • 2 pory
  • duża łyżka masła
  • łyżka oliwy
  • około litra bulionu [ u mnie warzywny, z leserstwa z kostki]
  • papryka chili
  • gruby mielony pieprz, sól
  • sok z cytryny
Rozgrzewamy piekarnik do 200 stopni. Do naczynia żaroodpornego wkładamy kalafiora, ząbki czosnku, skrapiamy oliwą, posypujemy solą, papryką chili i pieczemy około 30 minut, aż zmięknie, w połowie przewracając kalafior na drugą stronę. Ja nakryłam folią, żeby zbytnio nie wysechł.
Pory myjemy, kroimy na kawałki, marchewkę obieramy i również kroimy – nie ma co się przykładać za bardzo, bo na koniec użyjemy blendera. W sporym garnku rozpuszczamy masło i smażymy marchewkę i pory na niewielkim ogniu przez 10 minut, aż pory zmiękną. Dodajemy bulion, zagotowujemy.
Kiedy kalafior jest gotowy [on ma być jędrny i wciąż chrupiący, nie ma się zmienić w żadną paciaję ], połowę odkładamy na później, a resztę dodajemy do zupy. Czosnek wyciskamy z łupinek i również wrzucamy do garnka. Całość gotujemy na wolnym ogniu aż warzywa będą miękkie, czyli około 20-25 minut – w zależności od wielkości kawałków. Blendujemy na gładko, dodajemy resztę upieczonego kalafiora, doprawiamy solą, pieprzem, ewentualnie zaostrzamy chili.
Gotowe !
Prosta, dość szybka w przygotowaniu a pyszna zupa. 
Dzisiaj, w warzywnej zabawie owsianki i kawy biorą udział również dziewczyny z blogów Kobiece przemyślenia  i Tajemnice natury. I na pewno przygotują coś ciekawego. 
A ja z kolejnym pomysłem kuchennym mogę zapowiedzieć się na czwartek. Chyba że znów, nie daj boże, jakaś apokalipsa nadejdzie ((: 
zupa-z-porów-kalafiora-ilustracja-akwarela