I wreszcie nadszedł maj. Mój zdecydowanie ulubiony miesiąc. Wcale nie tylko dlatego, że akurat wtedy mam urodziny

Maj kojarzy mi się przede wszystkim z kwitnącymi bzami, które zawsze wielkimi bukietami stoją w słoikach u mnie w domu.
Z takim przejściem wiosny we wczesne lat, z zielenią, z kwitnącymi łąkami.
Z rabarbarem, bo choć odkryłam go dwa lata temu [jakoś wcześniej nie bardzo pojawiał się na moim stole]. to szybko stał się jednym z moich ulubieńców.
Z ciepłymi wieczorami, spacerami i zbieraniem kwiatków

W tym roku maj upłynie też, w znacznej części na przygotowywaniu wystawy dyplomowej, która pewnie da mi w tyłek. Ale skoro zdjęcia zostały zrobione – z ich powodu spędziłam chwilę na Podlasiu, włócząc się po maleńkich wioskach, kawałkach puszczy i miejscach, gdzie właściwie diabeł mówi dobranoc – nie pozostaje mi nic innego, jak sprawę dokończyć.

Z racji, że blog jakiś czas temu i tak przestał mieć formę tylko i wyłącznie miejsca około kulinarnego – bardziej z racji braku czasu na kuchenne eksperymenty, niż porzucenia takich zapędów – pewnie napiszę też parę zdań o samym Podlasiu, i rzeczach, które tam odkryłam. I o tym, że wiosna w tamtym miejscu, jest najpiękniejszą, jaką w życiu widziałam. ale o tym następnym razem.

Teraz, jak co miesiąc zapraszam po tapety. Musiała się pojawić leśna inspiracja, bo jednak te kilometry przespacerowane po puszczy zapadły mi w pamięć

Pobieramy tak jak zawsze – otwieramy grafikę w nowej karcie, zapisujemy na dysku.A z nowości – założyłam sobie INSTAGRAM – jak każda cywilizowana osoba. Na razie uczę się go ogarniać, ale można tam tez spodziewać się zdjęć i malunków, więc zapraszam