Kreatywny czyli… jaki ?

 

Gdybym miała wskazać najmodniejsze słowa w Internecie, na pierwszym miejscu znalazłyby się minimalizm, kreatywność, rozwój i slow life.

Potem pewnie dodałabym produktywność, organizacja i parę innych.

Co więc jest w tej kreatywności, że tak za nią gonimy ? I dlaczego wydaje nam się, że kreatywni nie jesteśmy ?

Z definicji kreatywność to proces umysłowy, którego rezultatem jest powstawanie nowy idei, pomysłów lub nowatorskich skojarzeń bazujących na istniejących już koncepcjach. Innymi słowy to taka umiejętność nieszablonowego spojrzenia a rzeczywistość. Słowo jest tak nadużywane, że właściwie wszystko teraz nazywamy kreatywnym, nawet pisanie kolorowym atramentem. W rzeczywistości, w której jesteśmy bombardowani informacjami, nieustannie jest przetwarzając, trudno być oryginalnym i kreatywnym. Rzadko kiedy przychodzi to ot tak, z siebie.

Ostatnio na moim ulubionym ostatnimi czasy Skillshare oglądałam krótką prezentację o nawykach ludzi kreatywnych, prowadzoną przez niejakiego Ken Wellsa. Z częścią stwierdzeń tam zawartych mogę się zgodzić, część przerobiłam na własnej skórze. I to skłoniło mnie do napisania poniższego tekstu.

Sam tytuł brzmi posta może brzmieć strasznie patetycznie, ale tak naprawdę chodzi mi o pokazanie paru fajnych sposobów na radzenie sobie z zastojem w procesie działania. I nie chodzi tu tylko o tworzenie wiekopomnych dzieł, ale czasami o sprawy pierdołowate. Do których ta magiczna kreatywność też się przydaje. Przejdźmy więc do rzeczy. 

 

nawyki ludzi kreatywnych

Nawyki ludzi kreatywnych.

 

1. Pracuj gdzie się da.

 

Nie raz czytałam o tym, że zmiana środowiska ma zbawienny wpływ na na efektywność wykonywanej przez nas pracy. Że dobrze się jest przenieść czasem z komputerem do knajpy czy do parku, bo pomysły same wpadają do głowy znikąd. O ile mamy taką możliwość, myślę, że warto spróbować. Zwłaszcza, że pracowanie w domu wiąże się z nieustannym zmaganiem się z milionem drobiazgów które skutecznie potrafią rozproszyć naszą uwagę. Bo wystarczy usiąść z zamiarem pracowania a tu kot woła jeść/ coś trzeba przesunąć/ coś wymaga natychmiastowego sprawdzenia/ gdzieś trzeba zadzwonić/ nie daj boże sobie o czymś przypomnimy, co jest w pokoju obok ( można dopisać własne). I już poszła w diabły motywacja i postanowienie – skupię się przez magiczne 25 minut. 

Jeśli mamy taką opcję, warto spróbować. A nuż się okaże, że lepiej nam się działa na ławce pod blokiem czy w ogrodzie niż przy biurku. A może nie.

Ja niestety jestem z tych istot, które uwielbiają swój stół, i masę pierdół, które znajdują się dookoła. Potrzebuję dostępu do farbek, długopisów, tabletu graficznego i książek, kiedy piszę czy maluję. I już. 

2. Notuj pomysły

 

Tak właśnie.  Wydaje nam się, że mamy świetną pamięć, tymczasem genialne pomysły mają to do siebie, że wpadają do głowy w dziwnych miejscach ( na przykład pod prysznicem) z prędkością światła i równie szybko z głowy wylatują. Ile razy zdarzyło się, że mieliśmy odkrywczą myśl w głowie, ale wyparowała i już nigdy nie powróciła?

Po co potem tracić czas (najczęściej bezowocnie) usiłując sobie przypomnieć jakąś mającą zmienić świat myśl ?

Zapisujmy. W notesikach, w kalendarzu, w jakichś magicznych aplikacjach na smartphonach, na karteczkach. Byle potem móc do tego wrócić i zweryfikować genialność takiej myśli. I wcielić w życie, jeśli jest na odpowiednim poziomie.

 

3. Zacznij

 

To chyba najtrudniejsze wyzwanie, jakie niesie ze sobą działanie. Zacząć.

W 99% przypadków, nie jesteśmy gotowi. Bo nie mamy weny, bo nam czegoś brakuje (tym co malują, jakiejś farby, tym co gotują jakiegoś składnika, tym, co piszą jakiejś informacji, i tak dalej). Czekamy, na idealny moment, czekamy, aż doskonały pomysł objawi nam się w głowie. A tak sobie czekać możemy do usranej śmierci. I nie zrobić nic. Najlepszym moment, żeby zacząć jest teraz. nie jutro, nie za tydzień, nie jak kupimy coś tam czy przeczytamy. Teraz.

Zazwyczaj dzieje się tak, że rozkręcamy się dopiero w trakcie działania. Podczas pisania zaczynają nam się pojawiać w głowie nowe, lepsze pomysły. Jak już zaczniemy malować, idzie nam coraz lepiej. Rzadko się zdarza, żeby autor pisząc książkę, miał w głowie jej całość, łącznie z epilogiem i spisem treści. Zazwyczaj to cały proces. Który jednak trzeba rozpocząć. 

A jeśli nie wyjdzie od razu? Raczej świat się od tego nie kończy. Co najwyżej zepsujemy kartkę papieru. Zużyjemy trochę wkładu w długopisie czy coś w ten deseń. Mało tego, świat się o tym raczej nie dowie. Wiemy o tym tylko my. Kartkę można wypierniczyć i po problemu. Lepiej próbować dalej.

Czasami mam tak, że naoglądam się Pinteresta, a potem boję się zrobić koślawy rysunek na BIAŁEJ, dziewiczej kartce. A potem myślę sobie „Ech, durna babo. Weź się ogarnij” A ile razy mi nie wyszło. Ile razy Małżonek płakał ze śmiechu nad beznadziejnym rysunkiem czy dramatycznie złymi zdjęciami, ustalając ranking najgorszych projektów w mojej amatorskiej karierze artystycznej. Trzeba trochę dystansu do siebie. Warto zaakceptować to, że czasami stworzymy coś, co nie jest wielkim dziełem. I nie poddając się, dalej robić swoje.

 

Untitled-2

4. Ustal sobie terminy

 

Kiedy mamy zbyt wiele czasu mamy skłonność do słynnej prokrastynacji. Czym ona jest wie każdy i każdy pewnie jej doświadczył.

Warto narzucać sobie samemu deadline jakiegoś zadania, żeby nie popadać w nadmierne rozwlekanie go w czasie. po pierwsze dlatego, że jak wspomniałam w punkcie wyżej – najważniejszym jest zacząć, a gdy czasu jest mniej zaczniemy szybciej. Po drugie, jeśli nawet nam nie wyjdzie od razu – wiemy, co trzeba poprawić. Chyba lepiej mieć jakiś zarys, nawet do poprawki niż pustkę w głowie, prawda ? 

Trzeba tylko być uczciwym wobec samego siebie. W wyznaczaniu terminów i w nie przesuwaniu ich w czasie

 

5. Aktywność fizyczna

 

Nie będę się tutaj rozpisywać. Wszędzie można przeczytać o tym, jak zbawienny wpływ na działanie mózgu ma ruch.

Od siebie mogę tylko dodać, że kiedy rano idę sobie pobiegać, kiedy jest bardzo mało ludzi, bo ci z psami jeszcze nie wyszli, a biegający są nieliczni, w trakcie wietrzenia głowy naprawdę wpadają mi do głowy niezłe pomysły. to fajny moment bycia raz że offline, a dwa sam na sam z własnymi myślami, co w ciągu dnia jest raczej trudne. Plus tak obudzona głowa, inaczej pracuje. Fakt, że wieczorem jestem śpiąca i do niczego, jak zwykle, ale przez wiele godzin mam masę energii i chęci do jej spożytkowania.

U mnie ta aktywność fizyczna wiąże się jeszcze z jedną sprawą. Z racji, że nigdy do bycia sportowcem nie aspirowałam, i strasznie dużo zajęło mi ruszenie dupska z domu, żeby „pójść pobiegać”, teraz jak myślę sobie o tym, że wstałam o 6 rano i przetruchtałam te swoje kilka kilometrów, to inne rzeczy tez wydają się prostsze. A że robię to systematycznie, i widzę efekty to mam ochotę przekładać tę systematyczność na inne dziedziny. polecam znaleźć coś dla siebie.

 

6. Poranne wstawanie

 

Dlaczego jest takie fajne ? 

Bo kiedy budzimy się rano, głowa jeszcze nie jest tak przepełniona bodźcami, i pracuje na gorąco. Bo rano jest o wiele mniej czynników, które nas rozpraszają. Bo fajnie jest myśleć, że inni jeszcze smacznie śpią, a my już tyle zrobiliśmy. Bo czasami trudno jest dopasować swoje twórcze zajęcia do napiętego grafiku . Ja na przykład, kiedy mam do pracy na 9:30 serio wolę wstać o 6 czy wcześniej, żeby porobić sobie swoje drobiazgi i iść biegać, niż później, wracając po 21 zmęczona próbować się za coś zabrać. Rano myślę szybciej, efektywniej i coś, co wieczorem zajęłoby mi godzinę, rano zajmuje mi 10 minut. Testowałam i znam swój organizm.

Wiem, że może nie u wszystkich zadziałać. Ale warto przetestować.

 

7. Trochę samotności

 

Czas spędzony sam na sam z własnymi myślami jest naprawdę fajny. Raz, że można wtedy spokojnie zastanowić się nad ważnymi dla nas sprawami, dwa, że nikt wtedy nie przerwie tego dialogu wewnętrznego, trzy, że podobno uwaga skierowana do wnętrza człowieka wpływa pozytywnie na wyobraźnię. 

Warto wygospodarować czas, który spędzimy tylko ze sobą. Najlepiej czas offline i na powietrzu. A jeśli w domu, to przy zgaszonym komputerze. Obawiam się, że nikt nie posądzi nas o fobie społeczne, jeśli raz na jakiś czas wyłączymy się z otaczającego nas świata. Taki moment trzeba sobie planować i włączać w grafik. Polecam, stosuje. Choć ja w ogóle mam ogromna potrzebę przebywania w samotności, pomimo, że z ludźmi też uwielbiam przebywać. Ale zawsze tak było. Przebywanie w samotności ma jeszcze tę zaletę, że oczyszczamy umysł z nadmiaru bodźców i  inspiracji z zewnątrz. Bo czasami wydaje nam się, że to, co najlepsze już widzieliśmy/ czytaliśmy/ ktoś inny zrobił i nigdy nie uda nam się wymyślić nic nowego. Nieprawda. Trzeba głowie tylko dać czas na rozruch. A jak ma tego dokonać, jeśli ciągle bombardujemy ją informacjami ?

 

nawyki ludzi kreatywnych rudoróż hłasko

 

Można by tak naprawdę zrobić litanię dobrych rad. Ale tutaj chodzi o parę drobnych zmian, które łatwo wcielić w życie. I które naprawdę przynoszą rezultaty.

Macie jakiś sprawdzone sposoby, które można by dopisać do listy ?

Albo próbowaliście jakiegoś i okazał się niewypałem ? Chętnie przeczytam