Miało być dzisiaj o czymś zupełnie innym, ale podczas porannego biegania, a potem w sklepie, kiedy zastanawiałam się nad wyborem lody mleczne a sorbet (cały czas eksperymentuję z weganizmem), ostatecznie zdecydowałam się na ten drugi, i jakoś tak dobitnie mnie naszło.

 

Wszystko zaczęło się, kiedy Mąż powiedział do mnie, że idealnie wpisuję się w obrazek hipsterskiej, wielkomiejskiej dziewczyny. W końcu mam prawie trzydziestkę, studia skończone, fotografia też za mną, jakieś tam zapędy do malowania i grafiki w sobie mam, lubię i pielęgnuję.

 

„Bo Ty jesteś podatna na wszelkie mody internetowe. Dorzuć do tego, że nie dość, że czytasz blogi, to sama taki piszesz. Biegasz, bo modne. Że chodzisz na jogę, też bym do tego dopisał, ale z racji, że masz problemy z kręgosłupem, to to akurat spoko. Jesteś wegetarianką, hodujesz jarmuż na balkonie, masz kota i robisz ciasta z warzyw. Ubierasz się w szmateksach. Masz obsesję na punkcie mebli z palet. Pijesz fit szejki ze słoika. Nie masz tylko roweru z koszykiem, ale w końcu to niewielki brak.”

 

 

Zaczęłam zastanawiać, ile z rzeczy które robię, które mam w planach, które mi się podobają – są wzięte, często mimowolnie, z książek czy artykułów, które przeczytałam.

I czy faktycznie to źle, że się inspirujemy ?

mody internetowe

Modny ostatnio jest slow life i minimalizm.

Obie te rzeczy szalenie mi się podobają, obie koncepcje wydają się być cudowne. Przeczytałam niedawno książkę Leo Babauty „Minimalizm” i zachłyśnięta ideą opróżniania szafy, prawie wywaliłam wszystko z komody. Dlaczego prawie ? Bo przypomniało mi się, że miałam zrobić milion innych rzeczy. W końcu lubię też być turbo produktywna, a siedzenie na tyłku przez pół godziny i odpoczywanie (o tak, po prostu), jest dla mnie niewykonalne. No chyba, że czytam, ale koniecznie coś mądrego. Bajzel w szafie jaki był, taki jest. Minimalizm w moim wydaniu kończy się raczej na chęciach, choć mimo wszystko chciałabym kiedyś potrafić tak ascetycznie funkcjonować.

 

Modna jest kreatywność, o której sama pisałam.

W końcu tyle oglądamy rzeczy pięknych, że sami chcemy takie piękne robić. To nic, ze ktoś poświęcił kilka lat życia, żeby nauczyć się rysować/ malować/ projektować. Nam się uda szybciej i równie pięknie.

 

Modna jest produktywność i perfekcyjna organizacja czasu.

Bo przecież, żeby osiągnąć coś (sukces oczywiście), trzeba zapierniczać jak mały czołg, wiemy o tym wszyscy. I absolutnie się z tym zgadzam. Lubię zapierniczać i widzieć tego efekty. Ale nie umiem po tym zapieprzaniu odpocząć. Bo zawsze szkoda mi było czasu, żeby nauczyć się leżeć do góry tyłkiem, po dobrze wykonanej pracy. Ja jestem taką głupią babą, że o przyjściu do domu z pracy, zamiast usiąść na tyłku i napić się zimnego piwa z lodówki, to od razu łapię za ścierę i zmywam albo biorę się za gotowanie. Albo za cokolwiek, byle robić. ROBIĆ, ROBIĆ, ROBIĆ. A potem napawać się, ile to ja nie zrobiłam, jaka to nie jestem super. To nic, że ostatkiem sił, ale zrobione. Można by było co prawda więcej, może jednak nie jestem taka super.

 

Modne jest bycie fit i zdrowie odżywianie.

Te wszystkie smoothies, bezglutenowe wypieki, wegańskie sosy serowe i lody bez laktozy. Sama jak wspomniałam hoduję jarmuż na balkonie. Ba, nie tylko jarmuż, ale również rukolę i z powodzeniem pomidory. Tylko bakłażany nie chciały urosnąć. Kurczę, ciekawe dlaczego ?
Sama robię ciasta z dyni i sosy do makaronu z truskawek. Sama z wielką miłością oddaję się eksperymentom kuchennym. Im dziwniej tym lepiej. Nie pamiętam, kiedy zrobiłam pierogi. Ale hummus ? Był przedwczoraj.

 

Tyle rzeczy jest modne. Pokazywanie pięknych wnętrz na Instagramie, wystylizowanych śniadań tak pięknie podanych, że aż żal jeść. Chcemy być wyjątkowi, doskonali, zdrowi, kreatywni, perfektywni, świetnie zorganizowani. Wszystko naraz.

 

mody internetowe

Czy mody z Internetu są fajne ?  Tylko dopóki nawet jeśli je aplikujemy, to nie bezkrytycznie.

 

W życiu nie będę minimalistką w ujęciu Leo Babauty. Mam duszę bałaganiarza i mimo prób nauczenia się choćby odkładania przedmiotów na miejsce, jednak mnie to przerasta.

Nie umiem być estetką, totalnie nie przywiązuję wagi do ubrania – mam tak od dziecka i pewnie tak mi zostanie do końca życia. A że spodnie są upierniczone farbą ? A któż by się tym przejmował?

Nie umiem się koncentrować na jednej rzeczy – robię ich piętnaście na raz, i mimo usilnych prób przestawienia się na działanie jednotorowe, nie dam rady. Jak maluję, to jednocześnie oglądam film, gotuję obiad, palę, gapię się przez okno i myślę o niebieskich migdałach. Tylko jak biegam to robię jedną rzecz – biegnę. Nawet myślenie potrafi mi się wtedy wyłączyć.

Nie mam obsesji zdrowego jedzenia, za bardzo lubię pewne rzeczy, żeby z nich zrezygnować.

Zawsze będę się chciała nauczyć miliona rzeczy, mniej lub bardziej przydatnych. Na cholerę mi na przykład portugalski albo ta cała kaligrafia ? A jednak mnie kręci.

 

 

Dopóki to, co robimy jest zakotwiczone w naszych zainteresowaniach, naszej osobowości i tym, kim jesteśmy – fajnie. Ale bez przesady – nie wszystko jest fajne i potrzebne. Bo czasami ta przeciętność i zwykłość jest zajebista ((:

 

mody internetowe