Wakacje się skończyły, nadszedł więc czas na powakacyjne podsumowanie. I zrobienie jakichś mini planów na wrzesień, albo od razu na całą jesień – ja się lubię rozpędzać. Lubię czytać u innych takie wpisy, lubię podglądać, jak planują czas autorzy, których czytam. A skoro miało być więcej rzeczy osobistych, zatem kontynuuję małe podsumowania i planowania.

Tak naprawdę te wakacje to trochę na wyrost, bo za stara już jestem, żeby we wrześniu czy w październiku zaczynać kolejną szkołę (choć nie powiem, żebym czasem nie miała ochoty, ot tak z przyzwyczajenia).

Ale minął lipiec, nie wiedzieć kiedy skończył się też sierpień, można je zatem podsumować, spiąć klamrą te cieple dwa miesiące, żeby spokojnie i radośnie wejść w jesień.
W mnie to lato było jakieś takie mało wakacyjne. Owszem było ciepło, owszem miałam kilka dni wolnych. Ale te dni wolne, wypełnione po brzegi pomysłami na aktywności mijały jeszcze szybciej niż te dni w pracy.
Co było fajne w wakacje ?

 

Jestem zadowolona,

 

że w końcu zrobiłam porządek ze stroną. Że udało się ją przenieść, że nie trwało to nie wiadomo ile, że nie mam już problemu z wczytaniem jej i tego typu pierdołami. W końcu mam ochotę często pisać i często publikować, uczę się systematyczności. A to dość trudne w moim wypadku, bo jestem człowiekiem działającym raczej zrywami niż metodycznie. A cały wpis o przeprowadzcce tutaj.

 

bo zaczęłam biegać, regularnie co drugi dzień. I nie ma, że muszę wstać o 6 rano, żeby wyrobić się przed pracą czy że pada deszcz czy cokolwiek innego. Sprawia mi to ogromną frajdę i napawa pewnego rodzaju dumą z samej siebie, że jestem konsekwentna w tym, co sobie postanowiłam. A to z kolei przekłada się na myślenie „skoro udało mi się zwlec dupsko z ciepłego łóżka raniutko, to czemu inne rzeczy mają się nie udać?”. Fajna sprawa, na pewno będę kontynuować.

 

 

bo wciąż maluję litery, które często są ilustracjami na fejsie czy do postów. Wciąż ogromnie dużo mi brakuje to idealnych liter, które podglądam na Instagramie, ale jakoś nie czuję się przez to zniechęcona.
Gorzej sprawa się ma z malowaniem, bo właściwie przez ostatnie miesiące nie ruszałam pędzli. Jakoś nie miałam ochoty. Aparatu fotograficznego zresztą też nie. Odkąd skończyła się szkoła, nie miałam potrzeby zrobienia ani jednego zdjęcia (poza drobiazgami, które dokumentowałam telefonem). Może nastąpił przesyt, niemniej powoli zaczynam do tego tęsknić.

 

 

Ćwiczenia, ćwiczenia, ćwiczenia. Ale jakiś mini Progress widzę ? #hanfletteringchallenge #handletteringeveryday #brushlettering #keeppractising

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Rudoróż ( Food Illustration) (@rudoroz)


bo pochłonęłam masę książek.

„Stryjeńska”, „Beksińscy” i „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” oraz „Jak przestałem kochać design” są najlepszymi, które przeczytałam w wakacje.

 

Upiekłam mnóstwo ciast, wypróbowałam kilka fajnych przepisów.
Do absolutnych hitów mogę zaliczyć:
hummus dyniowy, który jest absolutnie doskonały (uwielbiam blog Pawła, jest skarbnica przepisów i przepięknych zdjęć);
ciasto drożdżowe z dynią, które pomimo, że wyszło mi lekko zakalcowate (tak, nie chciało mi się iść do sklepu dokupić drożdży), wyszło świetnie;
zupa z pieczonej kukurydzy i kolejny blog odkrycie – o minimalizmie, garść porad i wegańskich przepisów w wykonaniu Szwedki mieszkającej aktualnie w Berlinie.

 

Udało mi się wybrać na grzyby, i znaleźć wrzosy – jeden z najfajniejszych poranków sierpniowych. Szkoda, że tylko raz, może uda się powtórzyć we wrześniu.

 

Uwielbiam wrzosy ? ? #summertime #weekend #summermorning #falliscoming #wrzos

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Rudoróż ( Food Illustration) (@rudoroz)


I mnóstwo drobiazgów, o których raczej nie ma sensu pisać.

 

Jesień,

albo raczej perspektywa zbliżającej się jesieni – tych chłodnych poranków z mgłami, równie chłodnych wieczorów, wygrzebania z szafy swetrów, chustek i tym podobnych akcesoriów, festiwalu herbaty, wszechobecnej dyni w kuchni – niesamowicie mnie jara. Mogę wtedy bezkarnie słuchać Sigur Ros, narzekać, że mi za zimno i popijać gorącą czekoladę.

Albo kawę z przyprawami. Albo syropem dyniowy – jak ktoś nie próbował, polecam tutaj.

 

Poczatku września w bullet journal. Jak ja się jaram perspektywą jesieni ??? #bulletjournal #fall #september #bujo

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Rudoróż ( Food Illustration) (@rudoroz)


We wrześniu planów nie jest dużo. Bo właściwie wszystkie działania są kontynuacją poprzednich.
Na pewno będzie sporo porannego biegania i jogi.
Będzie też sporo nowych wpisów na blogu, poradnikowych i nowości rysunkowych – to naprawdę mi tego brakuje i za tym tęsknię.
może będzie i newsletter, do którego się przymierzam małymi krokami.
Będą porządki w balkonowym ogródku, bo w końcu sezon na pomidory już raczej ma się ku końcowi, a pomysł wyhodowania bakłażanów w doniczce w tym roku nie wypalił.
Będą książki, będzie uczenie się typografii i spraw około graficznych.
Będzie pakowanie końca lata do słoików – bo w końcu w zimie dam się pokroić za ajwar. Dziś zdążyłam popełnić sok z owoców czarnego bzu, ale jeszcze mam mnóstwo pomysłów, tylko sloiki się kończą ((:

Wreszcie będzie urlop. Prawdopodobnie w Bieszczadach, w których nigdy nie byłam i którego nie mogę się już doczekać.

Nie byłam na takich wakacjach od chyba trzech lat (nie licząc wyjazdu na Podlasie) i już się nie mogę doczekać.

jesienny-krajobraz-ilustracja

 

Gratuluję tym, którzy doczytali do końca

Czy tylko ja mam wrażenie, że piszę za dużo ?