Ostatnio ciągle mam wrażenie niedoczasu.

Chyba od początku grudnia. Najpierw było odliczanie do świąt, potem do Nowego Roku, później do 6 stycznia.

Nie wiem kiedy i na czym mi te dni upłynęły, trudno je nawet rozgraniczyć. Czas wyhamować i rozejrzeć się dookoła. Wiecie, że wciąż nie uzupełniłam list postanowień noworocznych ? Chyba najwyższa pora wystartować z nowymi sprawami.

A więc pierwszy w tym roku styczniowe tu i teraz  Zapraszam.

 

#słucham

W tej materii chyba niewiele uległo zmianie od listopada. Dalej niezmiennie króluje u mnie Ólafur Arnols. Ta muzyka mnie uspokaja, pomaga się skupić i jest jak miód na serduszko. Chyba długo nie zmienię playlisty, a przynajmniej nic takiej zmiany nie zapowiada.

 

 

Odkryciem za to ostatniego czasu jest Postmodern Jukebox.

Dla wielbicieli coverów, stylizowanych na swing czy lata 40 i 50 turbo znanych przebojów – do przesłuchania obowiązkowo. Kolektyw muzyczny, w którym udziela się około 70 osób, nie mówiąc o gościnnie występujących zarówno muzykach jak i wokalistach.

Pani z poniższej piosenki ma wybitny głos. Polecam !

 

 

#oglądam

Ostatnio wciągnęłam się w świat komiksów. Dotąd w mojej świadomości funkcjonował Batman jako najwspanialszy superbohater ever, wiedziała też o istnieniu kilku innych, ale jakoś specjalnie nie ciągnęło mnie do ich poznawania. Jednak słuchając namiętnie podcastów Zombie i Zwierza, o których wspominałam nie raz, aż mi nie raz było głupio nie wiedzieć o tak elementarnych postaciach jak Wolverine czy Daredevil.

Obejrzałam więc pierwszy sezon Daredevil i jestem zachwycona. Historią, sposobem w jaki serial został nakręcony, tym że nie nudzi i nie atakuje widza nadmiarem mocy nadprzyrodzonych czy happy endów. Świetnie zrobiony, doskonały do oglądania. Drugi sezon mam zamiar rozpocząć w najbliższym czasie, przeplatając go z Gotham, w którym mam spore zaległości. Ale czy zima nie sprzyja oglądaniu seriali pod kocem, bez wyrzutów sumienia ?

 

#czuję się

Zawieszona.

Ale w takim dziwnym sensie. Mam potrzebę jakoś symbolicznie zainaugurować nowy rok, bo do tej pory nie czuję, że już jest. Widzę datę w kalendarzu i upływające godziny, ale nie mam poczucia, że coś się skończyło.

Chyba jakaś mała lista planów na następne 12 miesięcy okaże się w tym pomocna. Bo powoli kiełkują w głowie, czas chyba je zmaterializować w bujo albo po prostu na kartce. Wtedy nabierają znaczenia.

 

 

#potrzebuję

Odpoczynku.

Mimo, że nie mogę narzekać na pracę ponad siły czy płaczące dzieci w domu (bo po prostu ich nie mam), ale brakuje mi spokoju w głowie. Brakuje mi spacerów, wyspania się tak, żebym potem z radością wstawała o 6 jak dawniej, z chęcią do działania, z poczuciem, że mogę przenosić góry. A może to po prostu specyfika zimy i minie, wraz z roztopami.

 

 

#pracuję nad

Malowaniem.

Od  grudnia miałam sporą przerwę, i jedyne co udało mi się nabazgrać to obrazki do tapet i jakieś drobiazgi. Ale zaopatrzyłam się w nowy szkicownik, specjalnie do rysunków „ot tak”, które niekoniecznie będą arcydziełami, na które nawet nieudane nie żal mi papieru. Szkicownik, z którego nie będę wyrywać kartek.

Wracam też do malowania liter.

Dawno tego nie robiłam, też ręka wyszła z wprawy i pióro czasem pójdzie nie w tę stronę, co bym chciała. Ale, zgodnie z hasłem na ten miesiąc, po prostu będę ćwiczyć. Część tych szkicownikowym drobiazgów pewnie znajdziecie na Instagramie, bo nad nim też chciałabym popracować. Za rzadko coś nowego się na nic pojawiało, czas najwyższy to zmienić, zwłaszcza biorąc pod uwagę jak bardzo lubię to medium.

Planuję wziąć udział w końcu w jakimś letteringowym wyzwaniu, żeby mieć motywację do systematyczności.

 

 

#czytam

Wciąż kilka książek na raz. Aktualnie jestem zachwycona opowieściami Wojciecha Jagielskiego. Przeczytałam już  „Wszystkie wojny Lary„, aktualnie jestem w trakcie „Wypalania traw„. Wygląda na to, że tak jak uwielbiam skandynawskie kryminały, tak (polskie) reportaże na stały się jednym z moich ulubionych gatunków literackich.

W kolejce czeka cała sterta. I mam wrażenie, że #52bookschallange nie miałabym żadnych problemów.

 

 

#chciałabym

Marzy mi się cykl ilustracji.

Jestem świadoma, że moja ręka kuleje, i że pojęcie własnego stylu jest u mnie dopiero wypracowywane, ale ciągle chodzi mi po głowie jakiś cykl (może to ta choroba fotograficzna). Albo ilustracji do literatury, albo … No właśnie, zestaw obrazków. W głowie powstał, czas umieścić go na papierze akwarelowym. Trzymajcie kciuki, bo nie chcę porzucać tego zamiaru w powijakach.

Z taką tęsknotą wzdycham do książek dla dzieci, marząc „żebym i ja tak umiała”. Może czas najwyższy spróbować, a nie bać się wciąż ?

Swoją drogą Jacek Kłosiński napisał świetny tekst o tym, jak bardzo potrzebne jest, żeby mieć jakiś swój tak zwany projekt poboczny. Ku inspiracji – KLIK.

 

Mam wrażenie, że trochę melancholijne, prawie jesienne to moje styczniowe tu i teraz. Może potrzeba mi jeszcze paru dni na rozruch, żeby wystartować pełną parą. A może po prostu taki bardziej slow będzie u mnie najbliższy czas.

Jak Wasze styczniowe tu i teraz?