Wydawać by się mogło, że luty dopiero się zaczął a to już bliżej końca. Minęły Walentynki, ostatnie choinki (w tym moja) zostały rozebrane, coraz bliżej roztopów. Ale u mnie ten miesiąc jakiś taki po prostu fajny jest. Może dlatego, że krótki i się nie nastawiałam na nic spektakularnego, a przynosi sporo niespodzianek . Nadeszła pora na cykliczne tu i teraz. Bo ja strasznie lubię ten cykl. Choć dość monotematycznie u mnie w tym miesiącu

#słucham

Ostatnio ciszy. Zwłaszcza rano, przed wyjściem do pracy.

Najlepiej pracuje mi się przy wyłączonej muzyce, dlatego tym razem nie mam żadnych dźwięków godnych polecenia.

 

 

#oglądam

Na razie nic, bo seriale, które oglądałam namiętnie z Mężem przez ostatnie tygodnie dobiegły końca. Skoczyli nam się na razie Wikingowie, skończył się Mr. Robot ( doskonały swoją drogą, jeśli ktoś z Was nie widział – polecam ogromnie).  Trzeba będzie wybrać coś nowego, mam już kilka na liście.

A tak naprawdę to ostatnio oglądam zdjęcia z wycieczek w góry. Któregoś dnia, trochę zainspirowana Project Life, o którym tak głośno w Internecie, kupiłam wielki album i postanowiłam, że większość zdjęć z górskich wojaży trzeba wydrukować i w album wkleić. Bo potem giną na komputerze (choć akurat ja większość z nich robię analogowo, więc zawsze można zeskanować kliszę raz jeszcze). Tak więc wybieram, przebieram i dodrukowuję po trochu. I już nie mogę się doczekać wklejania, myślę, że nie jeden wieczór minie przy takiej rozrywce.

tu i teraz w lutym

#czytam

Zaniedbałam się ostatnio z czytaniem. Dwie ostatnie książki, które przeczytałam były autorstwa Marka Kamińskiego –  Odkryj, ze biegun nosisz w sobie oraz Warto podążać za marzeniami. Moja podróż przez życie . Obydwie są wspaniałe, choć nie wszystkim może przypaść do gustu ich trochę coachingowy sposób pisania autora.

Niemniej, choć wiedziałam wcześniej jak wiele pan Marek w swoim życiu dokonał, dopiero teraz zdałam sobie sprawę z ogromnej pracy, jaką w to włożył. I pokory, z jaką podchodzi do każdego swojego przedsięwzięcia. Oraz uporu.

Trzy dni temu, kiedy w samo południe wchodziliśmy na Rakoń, był taki moment, że but na lewej nodze obcierał mnie niemiłosiernie a jednocześnie prawe kolano bolało już bardzo, ledwo dało się je wyprostować. Czując każdy krok i zaciskając zęby, w głowie kołatała mi myśl „babo, daj spokój, Marek doszedł na biegun, a Ty na taką mała górkę nie wejdziesz? A że boli, za chwilę przestanie”. I licząc każdy kroki, nie patrząc w górę wylazłam. A jak już wyszłam, to na chwilę jakby boleć przestało.

Teraz mam przepiękne zdjęcia i świadomość, że się da. A boli nadal, ale już zdecydowanie mniej. Warto było.

Głupio zabrzmiałoby, że nauczyłam się wytrwałości z tych książek, ale przypomniałam sobie o niej. I staram się o niej pamiętać nawet w odniesieniu do drobiazgów, zwłaszcza w momentach, kiedy lekką ręką można by zrezygnować.

tu i teraz w lutym

#planuję

Kolejną górską wycieczkę. Właściwie to nie ja, tylko Małżonek, bo ja jestem od przygotowywania kanapek na drogę i uczestniczenia w planie. Ale i tak nie mogę się doczekać.

A sama planuję milin rzeczy, mniejszych i większych. Ale, żeby nie zapeszać, to pochwalę się, jeśli się udadzą.

 

tu i teraz w lutym

 

#dziękuję za

Najbardziej chyba za to, że w końcu udało się pojechać w Tatry.

Że akurat zgrało się wolne i piękna pogoda, bez roztopów, bez arktycznych mrozów czy zagrożenia lawinowego.

tu i teraz w lutym

 

#pracuję nad

Mnóstwo nowych planów rysunkowych mam w głowie. Ciągle brakuje mi  czasu, żeby nad nimi usiąść – bo ilekroć się wciągnę, to tracę kontrolę nad upływającymi godzinami i okazuje się, że zamiast 18 mamy 21.

Ale staram się. Ostatni mam fascynację literami, co widać po plakatach, które wrzucałam do pobrania – czy walentynkowym czy tym z newsletera (jeśli ktoś jeszcze go nie ma, to cały czas można go dostać zapisując się do mojej rudoróżowej listy newsletterowej).

Nowości będą, powoli. Ale systematycznie.

 

#potrzebuję

Czystego powietrza, żeby móc biegać.

Nie chcę przyłączać się do ogólnokrajowego narzekania, ale prawda jest taka, że kiedy widoczność w mieście wynosi kilkanaście metrów, naprawdę odbiera mi chęci na wychodzenie z domu. nie mogę sobie przypomnieć, czy dawniej było aż tak paskudnie ?

Byle do wiosny.

 

A jakie jest Wasze tu i teraz ?