Z małym poślizgiem, ale mamy kolejny odcinek serii „Ilustrowane rozmowy na koniec tygodnia „. Dzisiaj bohaterką będzie  25-letnia Edyta Orzoł, która mimo ukończenia grafiki na ASP w Toruniu wciąż nie chce się określać ani ilustratorem ani grafikiem.

Opowie o tym jak malowała po ścianach, dlatego cyklicznie zmienia ustawienie biurka i tym, jak ważne jest nie bać się pustej kartki.

Zestaw pytań jest taki sam jak u poprzedniczki, fajnie wtedy można prześledzić, jak odmienny jest każdy z twórców, i odmiennymi drogami się poruszają.

Zaczynamy !

– Zaczynamy tradycyjnie. Kiedy i jak zaczęła się Twoja przygoda z ilustracją i rysunkiem ?

Ona się nie zaczęła. Po prostu nie pamiętam takiego momentu

Gdy się nad tym zastanawiam to od zawsze dużo obserwowałam i od zawsze gdzieś coś gryzmoliłam. Mówiąc coś, przychodzi mi na myśl cała szerokość ściany na wysokość mojego ówczesnego wzrostu czyli jakoś poniżej metra. Mama kiedyś mi opowiedziała, że podczas gdy ona gotowała obiad, ja ozdobiłam kredkami pokój rodziców. Ja tego zupełnie nie pamiętam więc musiałam być faktycznie bardzo mała.

Potem gryzmoliłam coraz więcej i więcej. Mama nie nadążała z kupowaniem papieru więc jej siostra przynosiła nam całą ogromną rolkę białego cienkiego papieru do pakowania. Pracowała wtedy chyba w jakimś sklepie. Pamiętam jak Mama cięła papier na fragmenty typu A4 i wkładała do najniższej szuflady żebym mogła co chwila tam sięgać nie wołając setny raz ,, Mamo daj kartkę! ”

Ilistrowane rozmowy na koniec tygodnia edyta orzoł

– W jaki sposób uczyłaś się warsztatu i zdobywałaś wiedzę?

Jestem totalnym samoukiem. Tak jak wcześniej wspominałam, bardzo dużo rysowałam już jako dziecko,również przez okres podstawówki . W gimnazjum trochę mniej, ale nadal sporo. Wtedy też rozprawiałam się z ostatnimi kartkami zeszytów.

Kiedyś jakaś nauczycielka powiedziała mi, że najfajniejsze w moich szkicach jest to, że potrafię coś nabazgrać kilkoma ruchami ręki poprzez dobra obserwację. Dodała żebym nigdy tego nie straciła bo jest bardzo cenne. Przypomniało mi się to ostatnio kiedy kończyłam moja pracę dyplomową. Myślę, że jest przykładem na to, że faktycznie wzięłam to sobie głęboko do serca

Ilistrowane rozmowy na koniec tygodnia edyta orzoł

Potem trzeba było wybrać liceum. Nie wiem skąd dowiedziałam się, że jest w Olsztynie Liceum Plastyczne. Zapisałam się na jedno spotkanie przygotowawcze bo tylko jedno zostało i poszłam na egzamin. Wszystko na wariata, zresztą potem składając papiery na studia wyszło podobnie. Choćbym nie chciała to coś samo mnie pchało w tym kierunku i tak już zostało, a ja jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu. Liceum wspominam niesamowicie ciepło i do tej pory przyjaźnię się z osobami z klasy.

Aktualnie obroniłam Dyplom w Pracowni Projektowania Graficznego prof. Witolda Michorzewskiego na Wydziale Sztuk Pięknych w Toruniu. Tutaj wiele się nauczyłam nie tylko o technikach, ale przede wszystkim o sobie. Mieliśmy dużą swobodę w wyrażaniu siebie w naszych projektach i dzięki temu teraz tworzę tak, a nie inaczej. To były różne etapy, różne fascynacje różnymi tematami i kombinowanie z formą. Lubię coś pogryzdać, zachlapać i intuicyjnie podchodzić do rysunku.

Największa frajda jest wtedy gdy przestajesz się bać, że coś zachlapiesz nie tak jak chciałaś.

– W którym momencie zaczęłaś myśleć o rysowaniu i ilustracji w kategoriach pracy zawodowej?

Na studiach. Tutaj się ukierunkowałam, a gdy momentami w siebie wątpiłam to nagle okazywało się, że coś wyszło lepiej niż sądziłam. Podoba mi się, że coraz więcej ilustracji pojawia się w gazetach, na ulicy, wszędzie dookoła. Za każdym razem coś fajnego przykuwa mój wzrok.

Powstają nieustannie przepięknie wydane książki dla dzieci i nie tylko, takie które rozwijają zmysł estetyczny już u najmłodszych. To chyba mnie cieszy najbardziej.

 

Ilistrowane rozmowy na koniec tygodnia

– Jak wygląda Twoje miejsce pracy? Pochwal się.

Często oglądając zdjęcia z Instagrama wydaje nam się, że graficy  mają ogromne pracownie z widokiem na lasy i przepiękne wnętrza, a w nich niezmącony spokój. U Ciebie jest podobnie ?

Nie mam ogromnego miejsca pracy, po prostu najzwyczajniej w świecie mam biurko.

Ilistrowane rozmowy na koniec tygodnia edyta orzoł

Na szczęście jest spore. Na studiach trafiały się różne

Nawet moje własne przywiezione z domu też okazało się za małe. Musi się wszystko zmieścić – komputer, skaner, pisaki, kredki, tablet, farbki, pędzelki i miliard innych drobiazgów.

Swego czasu gdy miałam ” fazę ” na kolaże to każda fakturka, każdy ładny papier mógł się przydać. Zdarzyło mi się nawet skanować ostrza noży kuchennych. Lubię mieć wokół siebie po prostu ładne obrazki. Kredki trzymam w metalowym pudełku od M&M’s. Na studiach w czasie sesji zdarzało się przekładanie materiałów z łóżka na biurko i z biurka na łóżko. Nie było mowy o ” niezmąconym spokoju ”. Teraz jest podobnie, ale ograniczam się do powierzchni biurka.

Nie mam widoku na las, a nawet jakbym miała to nie lubię mieć przed oczami okna bo się rozpraszam.

Poza tym raz na około 3 miesiące przestawiam meble i biurko. Jak długo stoi w tym samym miejscu to mam wrażenie, że mózg mi się przyzwyczaił i już nic fajnego tu nie wymyślę. I tak krążę z nim dla ” zmiany otoczenia ”.

Nie wiem o co chodzi ale u mnie to działa.

Ilistrowane rozmowy na koniec tygodnia

– Z jakiego osiągnięcia jesteś najbardziej dumna ?

Aktualnie to z ukończenia studiów. Mój Dyplom Artystyczny poruszał temat wykorzystywania zwierząt. Hodowlanych, domowych oraz dzikich bez wyjątku. To bardzo aktualny temat i jest o nim głośno, a ja od zawsze bardzo kocham zwierzęta i każdy kto mnie dobrze zna o tym wie.

Ilistrowane rozmowy na koniec tygodnia edyta orzoł

Punktem wyjścia były przewrotne niejednoznaczne hasła oraz lekkie, intuicyjne rysunki w formie kolażu. Tworząc cykl plakatów społecznych opierałam się na akcji organizowanej przez Fundację Międzynarodowy Ruch Na Rzecz Zwierząt Viva!.

Plakaty mogą pełnić rolę edukacyjną ze względu na zachęcającą, ale niezrozumiałą dla dzieci formę która prowokuje do dialogu między dzieckiem, a rodzicem. Dlatego jestem prze szczęśliwa, że zostały nagrodzone przez dzieci i Dyrektora ze Szkoły Sztuk Pięknych w Golubiu Dobrzyniu oraz przez Publiczność. Okazało się, że zadziałały również w praktyce i to było najwspanialsze. Dzieci to podobno najsurowsi krytycy

Ilistrowane rozmowy na koniec tygodnia edyta orzoł

Staram się, aby dorosłość nie zabijała we mnie wewnętrznego dziecka. To jest coś co bardzo mi ułatwia kreatywne myślenie.

– Co najbardziej lubisz w swojej pracy? 

Najprzyjemniejszy jest moment kiedy nie wiem jak coś ugryźć, ale nagle coś zaskoczy i dostaje się kopa. Wtedy wszystko się układa jak puzzle. Bardzo lubię na początku dużo nabazgrolić, a potem wycinać, dorysowywać i składać wszystko do kupy. Generalnie to na tym etapie już się wie czy coś wyszło czy jest do bani. Gdy jest dobrze to chce się więcej i do głowy spływają nowe pomysły, tematy i tym podobne.

Tylko, że czasami się po prostu nie chce. Mam pomysły które od np. 2 lat at jeszcze nie zostały zrealizowane, ale ciągle mam je z tyłu głowy i powoli zacznę je realizować. Ubezpieczyłam się już nawet w bibliotece w konkretne materiały. Jeden przeczytałam wczoraj wieczorem przed snem i wypisałam pomysły. Mniej więcej tak to się robi, ale każdy robi po swojemu. Każdego inspiruje co innego, a inspiracja jest dosłownie wszędzie.

Ilistrowane rozmowy na koniec tygodnia edyta orzoł

 

– A pojawiają się czasem takie momenty na „nie”? Kiedy totalnie nie masz ochoty nic tworzyć, kiedy głowa jest pusta i masz wrażenie, że nie dasz rady ? Co wtedy robisz ?

O rany i to wiele razy. Czasami mam wstręt do własnego biurka i komputera. Nie tworzę jeszcze niesamowicie wiele. Sporo chcę robić dla samej siebie aby rozwijać portfolio. Zdarza się, że nie odpalam komputera przez kilka dni.

Dopóki nie przestanę rysować to zawsze będzie jakiś mniejszy lub większy progres. Ale tak, tak zwane ” kryzysy twórcze ” są potrzebne żeby potem coś fajnie zaskoczyło.

Poza tym mam taki charakter, że albo jestem nakręcona i nie nadążam za spisywaniem pomysłów lub zupełnie odpadam. Właściwie to nastrojenie się do konkretnego pomysłu jest dla mnie zawsze ważne. Inaczej wychodzą tak zwane ” gnioty ” – uwielbiam to określenie.

Ilistrowane rozmowy na koniec tygodnia edyta orzoł

– Czy szukanie inspiracji u innych artystów ci pomaga czy raczej przeszkadza ?

Bardzo pomaga. Zawsze można się zaskoczyć jakimś rozwiązaniem na które się wcześniej nie wpadło. Poza tym kształtuje się przez to na bieżąco nasze poczucie estetyki. Trzeba się uczyć od najlepszych.

Ale zawsze trzeba wszystko ,, przefiltrować przez swój mózg ”. Każdy widzi inaczej, odnosząc się do pytania co jest najprzyjemniejsze to chyba właśnie, ze to samo każdy narysuje w inny sposób. Każdy ma inną wrażliwość i to się przekłada na postrzeganie, nawet na kolorystykę. Tak naprawdę wiele można powiedzieć o kimś patrząc tylko na jego prace – tak uważam.

Ilistrowane rozmowy na koniec tygodnia edyta orzoł

– Podrzuć dwie dobre rady dla osób, którym marzy się praca ilustratora . Na co warto, Twoim zdaniem, zwrócić uwagę a czego unikać ?

Mnie samej jeszcze przydałyby się takie rady. Nie mogę jeszcze powiedzieć, że jestem ilustratorem, ale na pewno jestem grafikiem.

Tak z własnego doświadczenia to najważniejsze jest szukanie tematów i form które nas inspirują i nie podążanie ślepo za trendami lub tym co akurat w tym momencie jest najbardziej popularne.

Taka zwyczajna autentyczność i spójność, a resztę można wypracować. I nie bać się coś zachlapać i ograniczać do krawędzi kartki A4 – trzeba mieć otwartą głowę. Jakoś te pomysły muszą się do niej dostać – tak na chłopski rozum.

 

Więcej twórczości Edyty  możecie znaleźć na jej stronie internetowej oraz na Instagramie

Tam też znajdziecie więcej jej cudownych ilustracji i projektów, do czego zresztą serdecznie zachęcam.