Cykl „Ilustrowane rozmowy” cieszył się dużym zainteresowaniem, a ja bardzo lubiłam poznawać historie zdolnych kobiet, więc dobrze by było go reaktywować.  Kilka „ofiar” zostało już upolowanych, nowe mam na celowniku

Nie wiem jak u Was, ale u mnie dziś pada śnieg, jest nie najpiękniej więc to idealny moment na przeczytanie inspirującej rozmowy z jakże zdolną Izą.

Na ilustracje Izy natknęłam się przypadkiem, na blogu Blimsiem. Spodobały mi się kobiece, kubistyczne kształty i zaczęłam ją obserwować na Instagramie

Iza rozwija się jak burza,  w tym momencie pracuje nad swoją stroną i niebawem będzie można kupować jej prace (śledźcie TUTAJ). Jeśli ktoś nie zna, czym prędzej trzeba nadrobić.

Panie i Panowie, z przyjemnością przedstawiam Izę Bułeczkę.

– Zacznijmy od początku. Kiedy i jak zaczęła się Twoja przygoda z ilustracją i rysunkiem?

Podobnie jak inne dzieci uwielbiałam smarować kredkami, wycinać czy lepić z plasteliny. Tyle tylko, że ja właściwie nigdy nie przestałam tego robić. Zamiast biegać po podwórku, w skupieniu tworzyłam teatrzyki czy mini zoo. W dodatku mam ciocię po liceum plastycznym i szalenie imponowały mi jej cuda z bibuły i tektury-kostiumy, domki. Chciałam robić to, co ona. Chociaż wtedy spytana o ścieżkę kariery odpowiedziałabym, że będę aktorką i piosenkarką. Rysowanie przez bardzo długo było tylko moim hobby.
Zawsze można było komuś podarować obraz czy ręcznie malowany wazon. W dowód uznania dostawałam książki o sztuce, farby. Raz nawet wyjątkowe wydanie “Mistrza i Małgorzaty” z pięknymi ilustracjami Iwana Kulika. Więc to gdzieś się we mnie tliło, nieświadomie podsycane przez bliskich mi ludzi.

 

– Jak zdobywałaś wiedzę, uczyłaś się?

Miałam taki pomysł, żeby pójść do liceum plastycznego, ale ostatecznie nie poszłam na egzamin. Wylądowałam na mat-fizie, gdzie przez dwa pierwsze lata snułam plany zostania poważnym człowiekiem. Na ostatniej prostej sztuka wzięła górę. Tłumaczono mi, że przecież po pracy mogę robić coś, co lubię. Ale czy nie lepiej robić to cały czas?

Tym sposobem znalazłam się na wydziale tkaniny i ubioru, potem na komunikacji wizualnej, po drodze zahaczając jeszcze o obiekty drewniane. Dlatego po egzaminach zostały mi ubrania, obrazy, system oznakowania budynków i… stół.



–  Pokażesz mi jakiś ze swoich projektów ?

Mam na swoim koncie sporo niewypałów. O ile moje pierwsze prawdziwe rysunki (czyli od kiedy poznałam zagadnienie proporcji, perspektywy etc) są całkiem ok, to już na przykład część projektów stworzonych wyłącznie z myślą o egzaminie na studiach woła o pomstę do nieba.

Pierwsze fotoszopki, to fabryka koszmarów z milionem filtrów. Ale to wszystko tak naprawdę pomaga. Nie wiem na ile talent to “iskra”, a na ile ośli upór i dobry gust. Bo jednak trzeba spojrzeć na swoje dzieło, uczciwie nazwać je gniotem, a potem- Bułka, skup się. Bierzemy się do pracy.

Teraz też zresztą zdarza mi się spuszczać wzrok i cicho jęknąć. To proces, świadczy o postępie.

 

– Kiedy zaczęłaś myśleć o rysowaniu i ilustracji w kategoriach pracy zawodowej? I dlaczego zdecydowałaś się właśnie na ilustrację?


Od chwili kiedy zdecydowałam poświęcić się sztuce do ilustracji, droga była dosyć kręta. Chociaż najwięcej frajdy sprawiało mi właśnie rysowanie, to jakoś do głowy mi nie przyszło, że to może być moim głównym zawodem. Kostiumograf, grafik, projektant- owszem, ale ktoś, kto tylko rysuje?
No i zostałam graficzką- to przydatny zawód artystyczny. Pracowałam z wieloma klientami. Dopóki nie przyszło wypalenie. Wtedy musiałam sobie przypomnieć, co sprawiało mi radość na początku i po co ja to w ogóle robię. Najpierw założyłam pop-up szkołę rysunku, a potem sama usiadłam nad ilustracją właśnie. No i oszalałam! Miałam historię i rozmiar kartki. Poza tym, mogłam robić, co mi się tylko spodobało.

– Jak wygląda Twoje miejsce pracy?


Pracuję w domu. Mam najprostsze białe biurko, lampkę, kilka roślin. Nad głową jest lista zadań i kilka prac, pod nogami bas mojego chłopca. Przybory są porozkładane po szufladach i szafkach, chociaż w ekspresowym tempie wracają właśnie na biurko. Do tego kilka książek, jakaś gazeta, obowiązkowo kubki i kieliszek po winie, świeczki i voila! Zostaje tylko miejsce na szkicownik albo komputer.


O! Mam jeszcze przyklejony do ściany polaroid-ja na dywanie wśród ilustracji do książki. To był moment wyjątkowej dumy i chyba wtedy klamka zapadła- zostaję ilustratorką!


Mam nadzieję niedługo przenieść się do pracowni, żeby w spokoju malować, wycinać i twórczo brudzić. Czyste zajęcia zostaną w domu.

– Z jakiego osiągnięcia wyróżnienia jesteś najbardziej dumna?

 Jestem dumna z tego, że cały czas robię coś w kierunku mojej osobistej satysfakcji z pracy.

Nie chciałam robić czegoś, co przestało mnie uszczęśliwiać. Myślę, że wielu ludzi o tym zapomina.

A jeśli chodzi o samą ilustrację, to współpraca z Nishą Bhakoo jest czymś wyjątkowym. Nisha jest utytułowaną poetką. Z jednej strony daje mi wolną rękę i pole do popisu, z drugiej- stawia przede mną wyzwania nie zdając sobie z tego sprawy. Któregoś razu ilustrowałam jej wiersze na żywo na otwarciu wystawy, a nigdy wcześniej ich nie czytałam. Teraz pracujemy nad książką dla dzieci. Darzymy się zaufaniem i podoba nam się nawzajem to, co tworzymy.

 

– Co najbardziej lubisz w swojej pracy?

Najbardziej lubię, kiedy mogę się wyszaleć. Dostaję nowy temat, nowe wytyczne, muszę się zastanowić, przeczytać, pokombinować. Lubię metafory, symbole. Czasem puszczam oczko do odbiorców. Zdarza się, że ukrywam w swoich pracach jakieś drobne detale z dedykacją. A zatem siedzę sobie przy biurku, a tu cały czas dzieje się przygoda. I wiele się uczę- po pierwsze o samej ilustracji, technikach etc, ale też z samych publikacji. Jak na przykład o chińskiej medycynie, tarocie czy samoobronie.

rozmowy ilustrowane #8 iza buleczka (6)
Druga rzecz jest taka, że ja jestem introwertyczką, ładuję akumulatory w domu i raczej się nie pcham na afisz. Dzięki ilustracji łatwiej mi jest przekazać moje emocje.

Dostaję wspaniały feedback, a to zachęca mnie do dalszych eksperymentów i dodaje odwagi. Niby każdy może napisać, że brzydkie, ale jeszcze nikt tak nie zrobił.

Próbuję też zachęcać ludzi do wspólnego tworzenia. Póki co rezultaty zadziwiają mnie samą.

rozmowy ilustrowane #8 iza buleczka (6)

– A są takie momenty na „nie”? Kiedy totalnie nie masz ochoty nic tworzyć, kiedy głowa jest pusta i masz wrażenie, że nie dasz rady ? Co wtedy robisz ?

Są. Za ciasne terminy są nieprzyjacielskie. Za długie zresztą też, bo zaczyna się za bardzo kombinować, za wiele wątpliwości. Nie lubię też, kiedy klient ma już swój pomysł, który moim zdaniem jest kiepski, a ja mam służyć tylko ręką, która to dzieło skreśli. Lubię mieć coś do powiedzenia w swoim projekcie.


Kiepsko jest też czasem, kiedy człowiek się naogląda różnych wspaniałości i zasieje w sobie wątpliwość, czy oby ta ścieżka kariery ma jakikolwiek sens.
Wtedy należy wyłączyć komputer, spojrzeć na polaroida z ilustracjami i wielkim uśmiechem wiszącego nad moim biurkiem, a następnie pójść na spacer.


A jeśli nagli deadline, to postępowanie jest uproszczone: kilka głębokich oddechów, nalewamy winko i jedziemy z tym koksem.
W kryzysowych momentach mogę też liczyć na pomoc w postaci drobnej korekty czy moralnego wsparcia. Bezcenne.

– Czy szukanie inspiracji u innych artystów ci pomaga czy raczej przeszkadza?

Lubię oglądać- obrazy, zdjęcia, instalacje, rysunki. Po prostu lubię włóczyć oczy, to mnie odpręża. Lubię też wiedzieć, jak coś jest zrobione, a kiedy coś mi się spodoba- sprawdzam na sobie. Czasem coś wygląda okropnie i kompletnie mi nie leży, innym razem adaptuję coś do swojego języka wizualnego od razu.
Poza tym, chodzę na spotkania z twórcami. Poznaję rzeczy, o których wcześniej nawet nie myślałam. Tak na przykład po spotkaniu z Martiną Flor zaczęłam nieśmiało bawić się liternictwem, Elle Peril zainteresowała mnie zinami, Anahita Razmi zachęciła do zabawy z zupełnie oczywistymi badziewkami.


Patrząc na innych nie czuję zazdrości. Inspirują mnie do działania. Tak długo, jak w grę wchodzi sztuka-uwielbiam eksperymenty!

 

– Kto jest Twoim „mistrzem” a od kogo najwięcej się nauczyłaś ?

Taki pierwszy młodzieńczy szał uniesień przeżyłam widząc w podręczniku od polskiego “Łabędzie odbijające się w wodzie jako słonie” Dalego. Zafascynował mnie jak żaden inny artysta.
Jeśli chodzi o nauczycieli, to ceniłam przede wszystkim tych, którzy zachęcali mnie do obrania własnej drogi. I o dziwo są to nauczyciele polskiego, nigdy plastyki. Cenię również wykładowców, którzy przekazywali wiedzę czysto techniczną. Jeśli chodzi o artystyczną wrażliwość, opracowywanie tematów, malarstwo, projektowanie to więcej dały mi magazyny, internet i przyjaciele.

rozmowy ilustrowane #8 iza buleczka (6)

– Podrzuć dwie dobre rady dla osób, którym marzy się praca ilustratora.

Na co warto, Twoim zdaniem, zwrócić uwagę a czego unikać?

Ameryki nie odkryję mówiąc, że trzeba po prostu pracować. Konsekwentnie. To może być talent lub przypadek, że jedna praca jest świetna.

Ale jeśli rysowanie sprawia Ci frajdę, nieważne czy oto spłynęło na Ciebie natchnienie czy nie, ołówek trzeba podnieść i czerpać frajdę z samego procesu, z możliwości robienia czegoś, co się kocha.


rozmowy ilustrowane #8 iza buleczka (6)

Więcej prac Izy możecie znaleźć na jej Instagramie oraz stronie Facebookowej.

A ja z tego miejsca chciałam bardzo przeprosić tę zdolną bestię, że publikacja wywiadu tak długo trwała. Ale ostatecznie się udało! Dziękuję ci bardzo za udział